Strona główna Artykuły
 
 
 
  • Strona główna
  • Wiadomości
  • Artykuły
        Historia Brwiowa
        Informacje Lokane
        Kącik Gosi
        Obwodnica Brwinowa
        Ocalić od zapomnienia
        Szlaki Turystyczne
        Towarzystwo Przyjaciół Brwinowa
        Ukryte
        Wywiady
        Zabytki sakralne
  • Unia Europejska
  • Forum dyskusyjne
  • Kalendarz
  • Transport
  • Wieści z Ratusza
  • Galerie
  • Sport
  • Turystyka
  • Edukacja
  • Historia
  • Kultura
  • Organizacje
  • Teleadresy
  • Rolnictwo
  • Zabytki miasta
  • Prenumerata
  • FAQ / Częste Pytania
  • Napisz do nas
  • Katalog Stron / Linki
  • Katalog Firm
  • Ogłoszenia
  • Użytkownicy
  • Czas wolny
  • Poczta
  • Biuletyn Brwinów.com
  •  
  • Ostateczne wyniki refer...
  • Sługa dwóch panów w Mat...
  • Życzenia
  • Co w Lufciku piszczy......
  • Siatkarze Sokoła piątą ...
  •  
  • Z głębi minionego cz...
  • Z głębi minionego cz...
  • Z głębi minionego cz...
  • Żydzi z Brwinowa - k...
  • Żydzi z Brwinowa - k...
  • Logowanie
     
      Nazwa użytkownika:
      
      Hasło:
      
      
    Zapomniałeś hasła?
    Nie jesteś zarejestrowany?
     
    Goście:81
    Użytkownicy: 0
     
     
     
    Dodaj do ulubionych
    Startuj z nami
     
     
    Cmentarz na Koszajcu - ginące ślady brwinowskich ewangelików Drukuj Wyślij e-mail
    Opublikowany przez: Grzegorz Przybysz

    Koloniści

    Jadąc od wsi Biskupice w kierunku Krosen, tuż przy trasie prowadzącej do wsi Koszajec natrafiamy na mały, tajemniczy cmentarzyk.

    Umiejscowiony tuż przy samej drodze, a właściwie na samym jej ostrym zakręcie, zwraca uwagę przejezdnych swoją oryginalnością.
    Otoczony zewsząd murem z czerwonej cegły i obrośnięty starymi drzewami kryje w sobie wiele tajemniczości z minionej epoki. Cmentarzyk jest dość stary, założony był prawdopodobnie pod koniec XVIII wieku przez mennonitów-kolonistów niemieckich. Na cmentarzyku chowano przede wszystkim zmarłych wyznania ewangelickiego, ale jest tu również kilka grobów polskich i rosyjskich. Prawdopodobnie pochówki te były związane z koligacjami rodzinnymi osadników niemieckich z miejscowymi Polakami i Rosjanami.

    Koloniści zasiedlali głównie wsie położone w północno-wschodniej części dzisiejszej gminy Brwinów. Na początku osadnictwa były to małe osady-kolonie liczące zaledwie po kilka chałup, potem osady w miarę upływu lat (przełom XIX i XX w.) rozrastały się do średniej wielkości wsi. Między innymi były to wsie Moszna, Domaniew, część Rokitna i Józefowa, a przede wszystkim Koszajec. Ludność tych wsi trudniła się na co dzień uprawą roli, hodowlą, ogrodnictwem, ale również handlem i rzemiosłem.;
    Ponieważ w najbliższej okolicy nie było kościoła ewangelickiego, koloniści zorganizowali dom modlitewny w szkolnym budynku, we wsi Wesołówka koło Józefowa.
    W każdą niedzielę odbywało się tam nabożeństwo z udziałem pastora, który przyjeżdżał w tym celu z parafii Ewangelicko-Augsburskiej z Warszawy lub z Żyrardowa. Kantor
    (śpiewak, solista-przodownik chóru w kościele protestanckim) był tutejszy i zazwyczaj był to organista, lub szkolny nauczyciel.
    W latach międzywojennych najbardziej znaną koszajecką rodziną była rodzina Süsdorfów. Z pokolenia na pokolenie zajmowali się rolnictwem, ale znani byli również jako najlepsi zdunowie w całym ówczesnym powiecie błońskim. Część ocalałych pieców zbudowana ich rękami ogrzewa a niekiedy i zdobi do dziś niektóre wiekowe wille w Brwinowie, Milanówku i Wilhelmowie (dzisiejsza Podkowa Leśna). Pozostałe rodziny zamieszkujące ten region żyły tylko z rolnictwa. Byli to m.in. Kundtowie, Tislerowie, Wildowie, Bunklerowie, Kleinowie i Ertnerowie, ale najbogatszą z nich stała się po pewnym czasie rodzina Gruhnów.

    Wiatrak

    W 1923 roku Gruhnowie postanowili zająć się również młynarstwem i w tym celu odkupili od niemieckich młynarzy w Warszawie stary (już nawet wtedy) wiatrak, który prawdopodobnie pochodził z drugiej połowy XVIII wieku.
    Wiatrak stał na Woli przy ulicy Młynarskiej. Gruhnowie rozebrali go i na wagonach kolejowych przewieźli do stacji w Brwinowie. Stąd, z bocznicy kolejowej przełożono poszczególne elementy na konne furmanki i cały transport ruszył gościńcem (dziś Powstańców Warszawy) w kierunku Koszajca.
    Z tą historią wiąże się pewien ciekawy incydent. Otóż mniej więcej w połowie drogi między wsiami Brwinów i Koszajec, tuż za drewnianym mostem nad rzeką Zimna Woda, cała kolumna wozów ugrzęzła w gęstym błocie. Kilku furmanek i drabiniastych wozów zatopionych po same osie, nie można było ruszyć z miejsca. Wobec takiej sytuacji stary Gruhn posłał do Brwinowa i Koszajca po dodatkowe zaprzęgi. Od sąsiadów i znajomych chłopów ściągnięto po kilka silnych koni. Woźnice podoczepiali do każdego wozu po dwa dodatkowe zaprzęgi, tak że każdy wóz ciągnęło w sumie cztery do sześciu koni, ale cały ten wysiłek zdał się na nic.Wozy jak tkwiły, tak tkwiły w gęstej brei.
    Stary Gruhn był załamany.W końcu podjęto decyzje o wyładowaniu ciężkich elementów wiatraka na pobocze drogi i ponowienia wyciągnięcia wozów z błota. Ale dopiero następnego dnia udało się wyjść z opresji. Wozy wyciągnięto z wielkim trudem i wiatrak przewieziono do Koszajca.
    Tu po kilku naprawach i gruntownej modernizacji napędu przystąpiono do montażu i wiatrak stanął w kilka tygodni. Niebawem Gruhn rozpoczął produkcję mąki i kasz. Mielił w nim prawie wszystkie gatunki ziarna. Produkował mąkę pszenną, żytnią, razówkę, śrutę zbożową oraz niektóre rodzaje kasz m.in. kaszkę mannę.

    Koszajecki wiatrak przetrwał niejedną zawieję i zawieruchę, II wojnę światową, oraz czasy ponurej komuny, ale uległ w końcu dzisiejszej głupocie i bezmyślności. Nowy właściciel rozebrał go doszczętnie całkiem niedawno, bo w 1996 roku. Wiatrak-młyn był jeszcze stosunkowo dziarskim staruszkiem i sądzę, że można było uratować ten zabytek niewielkim kosztem. Miał prawie 200 lat.
    Gruhnowie pozostawili po sobie jeszcze jeden, tym razem trwały ślad. Jest to duży, piętrowy dom postawiony prawdopodobnie pod koniec lat 20 ubiegłego wieku. Dom stanowił prezent ślubny dla jednego z synów Gruhna. Dom znajduje się w Brwinowie przy ul. Powstańców Warszawy vis a vis cmentarza, mieści się tam obecnie ośrodek zdrowia.

    Gościniec

    Incydent z wozami nie poszedł w zapomnienie, przeciwnie, zmobilizował kolonistów do zrobienia wspólnymi siłami dobrej i twardej drogi. W tym celu postanowili zgodnie zbierać większe kamienie. Zwozili je przeważnie z okolicznych pól, a także z dalszych okolic. Zgromadzenie tak wielkiej ilości kamieni zajęło im kilka lat, ale najbardziej ucieszył gospodarzy kamień-olbrzym, który leżał od niepamiętnych czasów na gruntach rolnych rodziny Süsdorfów, gdzieś między Gąsinem i Koszajcem. Był to potężny głaz narzutowy, prawdziwy okaz natury. Na jednym z boków głazu któryś z przodków rodziny Süsdorfów kazał wykuć napis w języku niemieckim, oraz datę A.D.1795. Z napisu podobno wynikało, że grunta te zostały nabyte od rodziny Zamoyskich.
    Początkowo Süsdorfowie nie chcieli się zgodzić na wykorzystanie tego głazu do budowy drogi, ale pod silnym naciskiem sąsiadów w końcu ulegli i głaz z wielkim trudem został rozbity. Większe jego części zostały wykorzystane przy budowie mostu nad Zimną Wodą. Nawet jeszcze dziś można zobaczyć kawałki tego olbrzymiego głazu tuż nad rzeką, pod brwinowskim mostem.
    I tak za sprawą błota, starego wiatraka, ambitnych i upartych kolonistów powstała jedna z pierwszych, bitych dróg we wsi Brwinów.
    Z rodziną Süsdorfów wiąże się jeszcze jedna, tym razem smutna historia. Otóż zaraz po najeździe Niemców na ZSRR w czerwcu 1941 roku,Wehrmacht wcielił do swej armii tysiące nowych poborowych, w tym młodego Süsdorfa. Młody żołnierz przeszedł szkołę oficerską otrzymał stopień lejtnanta piechoty i został skierowany od razu na wschodni front.
    Ale zanim miał wyjechać dostał kilkudniową przepustkę i przyjechał do Brwinowa do rodziców, gdzie w tym czasie prowadzili sklep spożywczy w domu Gruhna. Tu podczas pobytu zwierzył się rodzinie, że nie chce jechać na wojnę i popadł w depresję. Po kilku dniach nie widząc żadnego wyjścia załamał się i na oczach najbliższych strzelił sobie w głowę. Młodego Süsdorfa pochowano na koszajeckim cmentarzyku w rodzinnym grobowcu. Pogrzeb odbył się z wielką pompą na koszt armii, przy udziale kompanii honorowej Wehrmachu.

    Cmentarzyk.

    Dziś koszajecki cmentarz powoli ginie ! Ginie również cegła z otaczających go murów, zginęły płyty nagrobne, co cenniejsze krzyże, mosiężne napisy i żeliwne ozdoby. Zniszczono ciężką, żelazną furtę i rozbito doszczętnie prawie wszystkie nagrobki pochowanych tu niemieckich żołnierzy z I i II wojny światowej. Ocalały tylko stare drzewa.
    Jest ich na cmentarzyku jeszcze kilkanaście, w tym jedno bardzo stare - jest nim nie oznakowany pomnik przyrody; dwupienny, biały kasztanowiec o ponad trzymetrowym obwodzie pnia (patrz zdjęcie).

    Dalej w głębi cmentarzyka rosną trzy wysokie modrzewie, a tuż obok nich stara brzoza, dwie lipy i osiem grabów. Jednym słowem jest to nieduża, zielona enklawa przyrody.
    Jeszcze kilka lat temu stał na środku cmentarzyka duży, dębowy krzyż.
    Miał przybitą żeliwną tabliczkę z nazwiskiem zmarłego. Dziś już jej niema ! Ale wiem kim był zmarły.
    Nazywał się Karol Ertner. To on w drugiej połowie lat 20-tych ufundował nowe, ceglane ogrodzenie cmentarza. Podobno samo obmurowanie powstało dość szybko, bo w ciągu kilku tygodni, a prace murarskie wykonywało kilkunastu miejscowych murarzy i pomocników. Ale w całej tej sprawie jest pewien zadziwiający fakt. Otóż cegłę do budowy cmentarnego muru Karol Ertner sprowadził z daleka, pomimo, że w pobliżu, dosłownie po drugiej stronie koszajeckiej drogi stały trzy wytwórnie cegły.

    Były to cegielnie: Środkowa, Julianów i Ferdynandówka. Wszystkie trzy należały do znanej, brwinowskiej rodziny Wiencków. Można tylko przypuszczać, że powodem takiej decyzji nie były jakieś lokalne animozje, lecz zła jakość wypalanych tam cegieł, czego ewidentnym przykładem był brwinowski mur cmentarny. Wyrabiane tam cegły posiadały za dużo tzw. margla i po kilku, kilkunastu latach pękały i rozsypywały się na kawałki. Te, z których w owym czasie wymurowano ogrodzenie koszajeckiego cmentarzyka są nawet do dzisiaj w dobrym stanie i służą miejscowym do różnych budów.


    Podziękowania dla:

    księdzu biskupowi Januszowi Naszyńskiemu z Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Warszawie,
    księdzu Marcinowi Hintzowi z parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Żyrardowie,
    mieszkańcom wsi Koszajec i Krosna za udzielenie cennych informacji.

    [Wróć do listy]

     
     
     
     
     
    Najbliższy pociąg w kierunku
    Warszawy:04:42Mińsk
    Grodziska:00:18Grodzisk
    Sprawdź w rozkładzie
     
    Luty 2010
    PnWtŚrCzPtSoNd
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728
     
    Lotto 06/02/10
    4, 15, 16, 24, 36, 45
    Mini Lotto 06/02/10
    8, 17, 29, 34, 41
    Multi Multi 07/02/10 14:00
    10, 2, 3, 8, 14, 15, 20, 26, 31, 35, 38, 43, 44, 51, 57, 67, 71, 72, 79, 80
    Numerek 05/02/10
    31, 15, 18, 25, 27
     
    Wszystkie znaki graficzne i loga użyte w tym serwisie należą do ich właścicieli. Opinie wyrażane w tym serwisie są własnością postujących i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom administracji strony www.Brwinow.com.